To będzie wpis uaktualniany przez 39 30 dni. 9 dni okresu przygotowawczego, 15 10 dni głodówki, 15 10 dni wyjścia z głodówki(jak widać początkowo miało być dłużej, czyli 15 dni głodówki, ale w trakcie spokorniałem, co zresztą widać w poszczególnych notatkach).  Będzie to dziennik z każdego dnia, co czułem, co robiłem, jak spałem, czy byłem silny, czy bolało etc. Głodówka lecznicza polega na nie przyjmowaniu żadnych pokarmów, jedynie można pić wodę.

Geneza

Głodówki lecznicze stosuje się głównie żeby zrzucić parę, albo i paręnaście kilogramów. Przynajmniej tak się to ogólnie myśli. Ja jednak nie mam czego zrzucać, jestem wręcz zbyt chudy, czasem mówią mi to pewne osoby. Te dwie wyjątkowe kobiety mojego życia również chciałby, żebym nabrał kilka kilogramów, a ja chętnie urosnę dla nich, tylko nie w brzuchu czy innych męskich zbiornikach tłuszczu ;-). Więc po co mi ta głodówka?

Drugim, ważniejszym, efektem jest oczyszczenie organizmu ze wszelkiego balastu jaki pompuje w nasze ciało współczesne odżywianie. Efekty tego widzimy na co dzień u wielu ludzi: reumatyzm, cellulit, choroby skóry etc. Dlatego często mówi się o głodówce oczyszczającej. Po szczegóły odsyłam na stronę http://www.glodowka.pl a szczególnie do pytań na temat głodówki.

Nigdy nie odżywiałem się zdrowo ani pożywnie. Dwa podstawowe składniki mojej diety to poranny serek homogenizowany czy jogurt oraz ser żółty. I tak każdego dnia. Można by powiedzieć, że spokojnie od 10 lat. Poza tym zupki chińskie, frytki, jajka(zawsze za dużo), zapiekanki. Mój przyjaciel często dziwi się jakim prawem mam tyle sił do życia. I ja też się dziwie. Od dłuższego czasu czuję jak zbiera się coś we mnie, widzę jak przybieram skokowo na wadze bez żadnych efektów widocznych na zewnątrz. Zbiera się we mnie… gówno, tak gówno to doskonałe słowo. Powoli rośnie we mnie gówniany człowiek, co ma też pewien wpływ na moje zachowanie. Czuję jak wiele organów się siłuje, żeby wykrzesać energię z tego co im dostarczam.

Od dłuższego czasu szukałem sposobu jak wyrzucić to z siebie. Wyskrobać cały organizm od środka. Przejście na owocową warzywną dietę na pewno było by dobrym pomysłem, ale to za mało. Potrzebowałem czegoś większego.

Czytałem ostatnio “S@motność w Sieci” (dziękuję za prezent :-) ). Na pierwszych stronach poruszony był temat głodówki. Przypomniałem sobie, że kiedyś moja mama przeprowadzała na sobie coś podobnego. Po rozmowie o pomyśle z Rockym, zdecydowałem się podjąć wyzwanie. Rocky szybko znalazł cenne informacje, jak choćby powyższe linki, i im więcej czytałem tym bardziej podniecała mnie myśl o tym, że wreszcie osiągnę swój efekt.

Zaczynam 11 sierpnia i już teraz wiem, że środa jest bardzo złym dniem rozpoczynania takich akcji.  Osobiście wybrałbym piątek, aby jakoś ścierpieć najgorszy okres przez weekend i zacząć nowy tydzień z kopyta. Jednak termin jest nieodwołalny i nawet się cieszę, że będę musiał się wykazać jeszcze większą wytrzymałością zaczynając w środku tygodnia :-) Jak dobrze pójdzie to ten pierwszy weekend będzie dniem rozpoczęcia oczyszczania.

9 dni do

Dziś głównie zająłem się lekturą na temat przeprowadzania głodówki, przygotowań do niej i wyjścia z niej. Efektem są zakupy 1kg jabłek, 1.5kg marchewek, ananas w 3 postaciach(przydałby się do innego eksperymentu ;-) ), kilka soków i pierwsze zapasy wody. Za namową Rokiego padło na niegazowaną Nałęczowiankę. Wypadałoby też się rozejrzeć za sokowirówką gdyż będzie potrzebna w pierwszych dniach wyjścia z głodówki, ale na razie to tylko plan.

8 dni do

Zacząłem się zastanawiać a wręcz bać, że mogę sobie zrobić krzywdę, w końcu aż tak dużo w sobie zapasów nie mam, żebym mógł 15 dni przy normalnym trybie życia wytrzymać. Na wszelki wypadek spożyłem dziś cały kilogram pierogów z mięsem. No cóż, muszę powykańczać zapasy :-) Mimo, że owoce i warzywa czekają nadal zapycham się czekoladą, ale na szczęście już prawie nic nie ma.

7 dni do

Patrzyłem dziś na snicekersa i zastanawiałem się ile z niego zostanie we mnie w postaci kolejnych osadów. To już zaczyna być małą obsesją :-)

Zacząłem wreszcie spożywać owoce: 1 jabłko i 3 marchewy. Czuję, że mierzi to mój żołądek. Mam nadzieje, że aż tak bardzo go nie odzwyczaiłem od zdrowej żywności.

Co jak przez sen zjem pająka, dajmy na to 5 dnia? Głodówka zacznie się od nowa? To grozi anemią. Podobno Człowiek zjada podczas snu 10 pająków przez całe życie.

6 dni do

Zwiększam proporcje owoców i warzyw w codziennej diecie. Nie wiem czy to już czyszczenie organizmu, czy też protest, ale coś się dzieje :-) Dokupiłem borówek i winogron, i muszę stwierdzić, że skutecznie są w stanie zastąpić cukierki. Tyle, że są mniej trwałe, a ja nie lubię latać codziennie do sklepu. Kupiłem też wafle ryżowe które zawierają “tęgonasycone kwasy tłuszczowe”. Taaa :-)

5 dni do

Czytałem dziennik z głodówki innej osoby i zacząłem poważnie się zastanawiać czy 15 dni głodówki w moim wypadku nie jest czasem zbyt długim okresem. Ponieważ nie jestem w stanie tego określić obecnie, toteż podjąłem decyzję że jeśli głodówka zacznie zjadać mięśnie to bezwzględnie przerywam, jednak jeśli to się nie stanie to zostaje początkowe 15 dni. Zauważenie tego, że mięśnie są trawione może nie być łatwe, ale wierzę, że znając swoje ciało jestem w stanie to zaobserwować/zmierzyć:-).

Owoce są coraz lepiej tolerowane przez mój żołądek i wydaje mi się że straciłem już z 1.5kg. Prawdopodobnie perystaltyka powoli wraca do prawidłowego działania i usuwa to co mi tak ciążyło ostatnio. Świetnie!

4 dni do

Zastanawiałem się jak na moją dotychczasową dietę wpływało spożywanie kebabów i doszedłem do wniosku, że nader pozytywnie! To chyba jedyne miejsce, w którym z przyjemności zjadałem warzywka wszelakiej maści i w przyzwoitych ilościach. Poza tym w kebabie jest mięsko, które i tak czasem jem oraz bułka i ooostry sos :-) Nic specjalnie złego tu nie widać, w porównaniu do mojej diety domowej, w której jem frytki na oleju który już przeżył 1.5 roku smażenia.

Nie mogę się doczekać jakie efekty wniesie głodówka w sprawie mojej skóry i jej rozmaitych uszczerbków. Mam nadzieje, że się nie zawiodę :-)

3 dni do

Rano zapiekanki, potem cały dzień na marchewkach i jabłkach, aby wieczorem zjeść dwie torebki ryżu:-) Nawet znośnie, ale musi być coś ciepłego w ciągu dnia bo inaczej bardzo nie swojo na żołądku. Cały dzień coś robiłem, więc dalsze zwiększanie dawki owoców i warzyw idzie gładko. Waga jednak chyba nie opadała, wydaje się że powróciła do góry :-)

2 dni do

Wszystkie zapasy wykończyłem, zostało mi tylko 2kg jabłek, 1kg marchewek i ananas którego nie umiem obrać. Na te dwa dni całkowicie wystarczy.

Przypomniałem sobie, że kiedyś już przechodziłem głodówkę, ale 6 dniową. Straciłem wtedy około 5kg. Tamta jednak była wymuszona całkowitą awarią aparatu gębowego. Z tego co pamiętam nie było tak tragicznie pod względem potrzeby jedzenia. Zobaczymy jak będzie tym razem.

Mam już zdecydowanie dość tej diety owocowo-ważywnej, ale to na własne życzenie – trzeba było zadbać o różnorodność. Udało mi się obrać ananasa. Dzięki radom Rockiego nie było żadnych strat :- ) Owoc był bardzo bardzo słodki, czego się nie spodziewałem po częstym spożywaniu ananasa z puszki :-) Jeszcze jeden dzień i rozpocznie się jazda.

1 dzień do

Dzień minął dość spokojnie dzięki spożyciu kaszy jęczmiennej. Nie wiem czy to wbrew zasadom, ale poszło. Za dużo tych marchewek i jabłek. Poza tym jabłka wywołują jeszcze większy głód w moim brzuchu. Rocky potwierdza ten efekt. Trzeba było zaopatrzyć się w fasolkę, kalafiora, pomidorki, ogórki i inne. Wtedy nie ma problemu z przecukrzeniem owocowym.

Wiem, że kiedy wyjdę z głodówki, to nigdy więcej nie będę spożywał owoców i warzyw w takich ilościach przy tak małej różnorodności. Oczywiście o ile życie mnie do tego nie zmusi :-). Jakkolwiek zaopatrzę się w sokowirówkę i będzie to jeden z głównych sprzętów codziennego użytku. Ta dieta tylko mnie rozzłościła i póki co uznaję ją za najgorszy okres głodówki, ale ale… nie ma co zrzędzić bo oto jestem w…

1 dzień głodówki

Jest 0:20. Od 4 godzin nic nie jem. Jeszcze 359 i pół godziny przede mną. Czuję się głodny,ale jednocześnie strasznie zadowolony, że już się zaczęło. Zadowolony, że nie będę musiał zapychać brzucha jabłkami i marchewkami(nie popełniajcie błędu braku różnorodności). Zadowolony z wielu dziwnych powodów.

Od dzisiaj mogę:

  • tylko pić wodę
  • ważyć się codziennie o 8:00
  • narzekać do woli, bo mam powód ;-) Nie skorzystam jednak z tego przywileju :-)

Za mniej więcej 3 dni nie wolno mi będzie:

  • używać kosmetyków
  • używać mydła
  • pasty do zębów
  • przebywać zbyt blisko ludzi :-P.

Od dziś dziennik promuję publicznie. Czas odpowiedzieć na wiele pytań(“Zwariowałeś?”, “takie chuchro i jeszcze na głodówce?”, “Życie Ci zbrzydło?”, etc.) :-). Jednocześnie wierzę, że łatwiej mi będzie wytrwać, wiedząc że wie o tym tyle znanych mi osób. To będzie takie anonimowe wsparcie dla mnie. Rano zanotuję wagę. Czas ominąć 7 godzin głodówki.

Waga: 76kg
Hehe… Przez noc mnóstwo się zmieniło. Po napisaniu w nocy tego wstępu do dnia pierwszego poszedłem do wanny. Po wyjściu pierwszy raz poważnie przyjrzałem się swojej sylwetce. Jestem chudy. Co prawda nie tak chudy jak kiedyś, nabrałem trochę masy, co zresztą kosztowało mnie dużo czasu. Na pewno utrzymuje się gdzieś tuż pod granicą rozsądnej wagi dla mojej budowy. Podczas głodówki traci się od około 0.5 kg do 1kg dziennie masy ciała, co przy 15 dniach daje od 7.5kg do 15kg nawet. Dla mnie zejście poniżej 65kg rozpocznie zamach na zdrowie. Dlatego przyjmuję to za dolną granicę zakończenia głodówki. Mam nadzieje, że wszystkie te sprawy związane z głodówką poprawią przyswajalność składników odżywczych i osiągnę 85kg w późniejszym czasie, co przy mojej grubokościstej budowie było by idealną wagą.

Jest 15.00. Minęło 19 godzin od ostatniego posiłku. Nadal podtrzymuje, że wolę nic nie jeść, niż zjeść jabłko i poczuć większe ssanie. Głód się unormował, nie jest dokuczliwy czy też dekoncentrujący. A to trochę dziwne, bo głód jaki pojawia się przy normalnym odżywianiu jest o wiele bardziej irytujący. Czeka mnie dziś trening. Ciekaw jestem kiedy mi się rozładują baterie:-)

18:36. Wróciłem ze spaceru z psem i właśnie wyczerpał się limit moich sił na dzisiaj, toteż trening odpada. W pracy było całkiem znośnie, nawet śmiem twierdzić, że pracowałem lepiej niż zwykle, ale to pewnie było spowodowane podnieceniem rozpoczęcia oraz kilkoma innymi czynnikami. Mam objawy jak przy normalnym wyczerpaniu: jestem powolny, jest mi zimno, chcę jeść, jestem bardzo drażliwy, i niczym się nie przejmuję. I właśnie idę spać. Wody wypiłem litr póki co.

21:50. Niemal 26 godzin od ostatniego posiłku. Ssanie jest tak ogromne, że aż się rozbudziłem. Jednak ja jestem w tej dobrej sytuacji, że praktycznie nie ma co mnie kusić poza 3 czekoladami bakaliowymi milka… :-) Rocky, który zaczął głodówkę równo ze mną, jest dziś na urodzinach ze wspaniałym tortem od Braci Janusz(swoją drogą, bardzo polecam zamawianie tam tortów, przepyszne) w roli głównej, mnóstwem ciast, ciasteczek i kuszących słodkości. Ja nie wiem jak to można przetrwać, ale podziwiam Rockiego za determinację :-) Pewnie będę się budził z głodu w nocy, ale to już jest wpisane w pierwsze dni głodówki. Swoją drogą, spacerując dziś z psem, i patrząc na ludzi jedzących frytki, liżących lody, czy czując te niesamowite zapachy wydobywające się z wielu okien podczas gotowania obiadów, czułem się jak dzieciak na wyciecze, który nawet nie ma 2zł na cokolwiek a wszyscy wokół wcinają fast foody :-)

Martwiono się dziś o mnie, że mogę wpaść w anoreksję. Nie ma się co przejmować, bo nie wpadnę. Na pewno będę jeszcze bardziej kościsty, ale ja w efekcie po głodówce chcę ważyć 10 kg więcej niż obecnie! A anoreksja to choroba psychiczna. Więc moje cele wykluczają anoreksję. Jeśli się mylę, to proszę mnie ożarówkować;-)

2 dzień głodówki

Waga: 74.8kg

Przed snem ważyłem 75kg. Noc była naprawdę długa i męcząca. Przez pierwszą godzinę nie mogłem usnąć, dwie następne spałem bardzo urywanym snem, następne dwie znowu nie mogłem zasnąć, i resztę do 7:10 jakoś wymęczyłem snem. Jestem strasznie słaby. Schodzenie ze schodów to wyzwanie. Głodny nie jestem tak bardzo jak wieczorem, ale zjadłoby się coś.  Dziś muszę wytrzymać do 20 z siłami,a już teraz kiepsko z nimi :-)

Robię to do czego nigdy nie mogłem się zmusić- przeglądam gazetki z supermarketów. Robię to powoli, delektuję się, planuję co sobie przygotuje po wyjściu, już czuje smak tych wszystkich wspaniałych dań, na które wcześniej mi się czasu nie chciało tracić. Wczoraj odkryłem sosy w szafce i zacząłem się dziwić dlaczego tak ja omijałem. Ogólnie, budzi się we mnie kucharska żyłka i mam nadzieje, że nie zniknie. Na pewno będę jadł więcej niż do tej pory, bo inaczej nie ma szans na nabranie wagi.

Butelka z wodą jest dziś wyjątkowo ciężka. Jestem strasznym ślimakiem w ruchach, choć myślenie idzie fajnie. Czuje się jakbym się delikatnie upił – uśmiech i luz, nic mnie nie interesuje specjalnie :-), choć jednocześnie na wielu rzeczach skupiam się bardziej niż zwykle.

Nie ma co ukrywać, głód i bezsilność narastają. Przeszedłem 200m do apteki i drugie tyle z powrotem i już jestem na łóżku z robotą, bo mnie ściska w brzuchu. Jeszcze jutro musi minąć, a w sobotę powinienem odzyskać siły. Czekam dalej :-)

Dobra, minęło 44 godziny od ostatniego posiłku. Czuje się jakby lepiej niż rano. Coraz więcej osób pyta mnie czy to ja, czy kogoś cytuję. Otóż to ja, Wojciech Świr Świderski, uprawiam tę głodówkę wraz ze wsparciem Dobrego Ducha Rockiego opiekuna głodówki. Mam nadzieję, że już nie będzie wątpliwości. Pewne dla mnie jest już to, że głodówka będzie trwała 10 dni zamiast 15. Początkowo planowałem 20 dni głodówki, ale to wyłącznie z głupoty i podejścia do tego jak do wyzwania. Teraz już nabrałem pokory do procesu, i zatrzymam się na zalecanych 10 dniach. Jak będę kiedyś grubszy to spróbuję dłuższego okresu, ale o tym za kilka lat :-)

Jaram się:-) Szedłem na spotkanie jak trup, a wróciłem jak świeżo narodzony zwycięzca :-) Nie wiem czy to drugi tryb zasilania czy ekscytacja tym co usłyszałem, ale sił po spotkaniu miałem 10 razy więcej. Teraz już trochę mniej, ale i tak czuję się świetnie w porównaniu z całym dniem. Całą butelkę wody skończyłem i raczej już dziś nie będę pił. Głód jest na bardzo znośnym poziomie.

Lewatywa, jeden z niemal nieodłącznych elementów głodówki. Niemal, bo niektórzy unikają jak ognia. Po co w trakcie głodówki? Żeby oczyszczać jelita z toksyn, żeby nie były wchłaniane do krwiobiegu, przez co zatruwały by nas podczas głodówki. Jeszcze tydzień temu nie wiedziałem na czym polega. Gdy się dowiedziałem wcale nie byłem zadowolony, ale zależy mi na zdrowiu, toteż nie miałem zamiaru jej omijać. Właśnie jestem świeżo po mojej pierwszej, do tego przeprowadzonej samemu. Jak to wygląda?

Otóż zaopatrujemy się we wlewnik do lewatywy, najlepiej dość duży(ja mam 1.5 litrowy). Następnie uzupełniamy go wodą, wieszamy z metr nad głową, stajemy na czworakach (na kolanach i oparci na przedramionach), wypinamy tyłek i teraz najmniej przyjemna sprawa z całego zajęcia i jednocześnie najbardziej kontrowersyjna dla wielu – wtykamy sobie końcówkę wlewnika w tyłek. I na tym kończą się główne nieprzyjemności. Potem otwieramy kranik i woda zaczyna ściekać. Specjalnie nie wiele się czuje, poza tym że trzeba walczyć z parciem i z czasem mamy wypchany brzuch. Jak już się skończy woda to(po usunięciu wlewnika z odbytu) kładziemy się najpierw na prawy bok, potem na lewy, na plecy, tyłek w górę, można troszkę po naciskać brzuch. Wszystko po to, żeby spenetrować dobrze jelita. Potem jak przyciśnie, to biegiem na kibelek, najlepiej z czymś do czytania :-P, i uczymy się sikać tyłkiem. Po efektach w toalecie przekonujemy się, że było warto :-)

Po tym wszystkim czuje się mniej głodny, ale za to zaczęło mi burczeć w brzuchu. Rano się okaże czy jestem już na drugim zasilaniu. Waga 74.3kg. 52 godziny bez jedzenia. Dobranoc :-)

3 dzień głodówki

Waga: 73.9kg

7:20 Dziś noc zdecydowanie lepsza. Jednak zemściło się na mnie nie pójście z psem na spacer wczoraj. Moje Kochane ADHD całą noc gryzło butelki skrzypiąc niesamowicie, ale obudziłem się tylko jakieś 4 razy z tego raz na siku :-) Nie mam tyle sił co wczoraj wieczorem, ale na pewno jestem bardziej rześki niż wczoraj rano. Powoli chyba zaczyna mi atakować jamę ustną, czyli toksyny są wydzielane. No nic, kolejny efekt wpisany w głodówkę. Trzeba płukać nie można używać pasty do zębów, żeby się nie drażnić. Głodu praktycznie nie czuję, jest on taki dziwnie nikły, ale tak też miało być. Cieszę się, że spokojny etap głodówki zaczął się tak wcześnie. Jednak żeby znaleźć oazę trzeba wejść na pustynie, a mi dwa dni spaceru po niej aż nadto dały w kość.

Aha , całą noc chodził mi kawałek po głowie, którego cały dzień wczoraj słuchałem. Dla zajaranych rapem polecam sprawdzić mixtape Tertris i DJ Tort. Wszystko opisane u Saddama na blogu i tam też link do mixtapeu.

10:13 Oaza chyba była fatamorganą. W sumie zdarza się na pustyni:-) Świeżo po 8 siły mnie nagle opuściły. Bolą mnie mięśnie nóg i lewe przedramię(Rocky ma dokładnie te same bóle :-D). W nocy złapał mnie skurcz w stopie, teraz też próbował. No nic, organizm osłabiony więc dziwne rzeczy się dzieją. Czas pokaże czy było warto.

Dwie rzeczy z wielu, które motywują mnie do trwania obecnie przy głodówce to ten pyszny kebab z budy koło małego tesco na ul. bohaterów warszawy, którego będę miał okazję spożyć za co najmniej 12 dni :-D oraz tiramisu, które mam zamiar zrobić również za co najmniej 12 dni, czyli po 5 dniu wyjścia z głodówki. Rozpuszczę się jak dziadowski bicz, ale waga wskoczy bankowo :-) Póki co ssanie jest na przemiennie okropne i znikome, a dochodzi dopiero 12, czyli 64 godzina bez posiłku. Jeszcze tylko 180 godzin…

Jedno jest pewne, nigdy więcej nie pomyślę sobie, że jestem zbyt głodny aby nie poświęcić 20 minut na usmażenie naleśników, ugotować ryż, czy cokolwiek innego. Zresztą poświęcę nawet godzinę aby wreszcie nauczyć się je robić te naleśniki! Tak głodny jak teraz to nie byłem jeszcze nigdy, więc głód kilku godzinny to tylko dziecięca igraszka. I choćby dla tego zahartowania było warto przeżyć te 3 dni.

Póki co czuję się jakbym w życiu nic nie mógł już osiągnąć bo cały czas jestem głodny. A przecież żaden mój wysiłek nie da mi jedzenia, bo czeka mnie jeszcze tydzień głodówki. To tak zwane bycie w kropce :-) Sam się ubezwłasnowolniłem. Prześpię się, może poprawi to mój stan psychiczny.

21:45 Prawie 74 godziny za mną. Nie ma co, muszę powiedzieć, że sam się podziwiam. Przetrwałem najtrudniejszy okres głodówki jednocześnie pracując i to wydajniej niż przez ostatnie 2 miesiące:-) Teraz weekend, zacząłem już 4 dobę(!!) niejedzenia. Czuję ponownie jakby więcej siły na wieczór, ale to nie to co wczoraj. Jednocześnie boli mnie jakby więcej:-P Idę się myć, przy okazji zerknę na wagę. Oby rano zaczął się ten mityczny powrót sił. Oby:-)

Waga 73kg. A jaką mam sylwetkę! Brzuch to mam aż wklęsły. Czuje jakby mi się mięśnie brzucha przyklejały do wnętrzności :-P Zdecydowanie lepiej czuje się po kąpieli i już tak nie śmierdzę, choć tragedii nie było. Dobranoc.

4 dzień głodówki

Jest 6:54 Nie śpię w sumie od 3, bo jakoś znowu sen był bardziej męczący niż relaksujący. Pograłem chwilę, a przez następne 3 godziny robiłem zaległe porządki na komputerze. Cóż, zaraz trzeba się położyć, choć pewnie dłużej jak dwie godziny nie pośpię, ale i tak czuje się świetnie póki co :-) Wagę podam później.

Waga 72.5kg

11:00 Nadal mięśnie są słabe, ale każdego dnia jest lepiej niż poprzedniego. Musiałem umyć zęby pastą, bo już nie dało się wytrzymać tego ataku na jamę ustną. Póki co nie odczuwam z tego tytułu dolegliwości, ale jest to nie zalecane w trakcie głodówki. Pospałem w sumie około 6 godzin i po każdych 3 wiedziałem, że zacznę się zaraz męczyć więc przerywałem. Czeka mnie dziś dużo roboty, ale jest ten plus, że dziś robię dla siebie, więc nie będzie tak męcząco jak przez ostatnie 3 dni. Idę sprawdzić jak dziś wygląda schodzenie ze schodów bo z psem trzeba wyjść.

13:04 Na razie jest spokojnie. Głód raz jest, raz go nie ma, piję tyle co zwykle. Siły są, tylko mięśnie są bardzo osłabione, najbardziej nogi. Teraz sobie siedzę pracując na 3 komputerach(3 myszki koło siebie, są naprawdę irytująco mylące, tak samo jak 3 ekrany bo nagle się okazuje, że z jednego na drugi nie da się na nie przeskoczyć myszką :-P) dlatego też nie jestem tym przesadnie zmęczony. Obecnie minęła 89 godzina bez jedzenia. W nocy mi się śniło, że w zamyśleniu zjadłem okienko czekolady, a potem jeszcze poprawiłem kurczakiem. Oj wkurzyłem się ;-)

18:35 No i co, kończy się 4 doba(bo skończyłem jeść o 20 we wtorek, a oficjalnie głodówkę zaczynałem w środę), a ja nadal nie czuję żadnego efektu powrotu do normalnych sił. Rozmawiałem z Rockym i potwierdza totalny brak sił. Albo to bujda z tym 3 dniowym trudnym okresem, albo trafiło na ludzi, którzy tak tego nie odczuwają. Głodny jestem nadal, choć przez większość czasu nie czuję głodu. Oby chociaż proces oczyszczania okazał się prawdą i przyniósł pozytywne skutki.

23:50 Ważę 71.9kg. Właśnie dochodzi 100 godzina bez jedzenia. W zasadzie mógłbym już skończyć te wygłupy, bo mam już tego serdecznie dość- głodny, ledwo ruszam nogami, nie wiem kiedy spać bo tylko się człowiek irytuje a potem nawet jak nie śpi to cholernie ciężko wstać z łóżka(nogi słabe) i cały czas jestem rozdrażniony. Jednak jeszcze to pociągnę, za 20 godzin czeka mnie półmetek. Tak naprawdę z każdym dniem jest łatwiej, tylko gdyby te siły wróciły tak jak miało być. Może jestem za chudy i tłuszczu znikomo we mnie dlatego nie ma porządnego kopa z drugiego zasilania. Podobno najważniejsze w głodówce to wierzyć, że nie grozi nam śmierć głodowa i ja w to wierzę, ale ekstremalne uczucie głodu przez 70% czasu naprawdę niszczy motywację. Rano będzie lepiej :-)

5 dzień głodówki

0:40 Jeszcze nie śpię, choć zmęczony jestem porządnie, ale do łóżka nie idę przez to, że nie mogę się podnieść ze stołka. O pojawił się pierwszy komentarz i kolejne słowa wsparcia- wiedziałem, że ten dziennik mi pomoże wytrwać :-), choć tak naprawdę to ciepła słowa od znanych i bliskich mi ludzi najbardziej pomagają :-) Odpowiadając na pytanie – tak, lewatywa jest praktycznie konieczna do detoksykacji. O co chodzi? Gdy nie jemy, jelita są niemal puste(poza złogami i innymi pozostałościami po latach jedzenia dziwnych rzeczy(dziwnych, ale jakże pysznych!!)), jednak organizm musi jakoś zapewniać sobie energie. Więc trawi różne rzeczy, a efekty tego trawienia trafiają do jelit. Teraz ponieważ nic nie jemy to nie ma jak tego syfu wypchnąć z siebie i aby organizm nie zaczął się truć wchłaniając te resztki należy przeprowadzać lewatywę co dwa dni, czy też zgodnie z własnymi potrzebami. Tyle na ten temat:-)

Waga 71.9kg

10:05 Dość dziwna sprawa – dziś przez noc nie schudłem. Jednocześnie spałem ciągłym snem 5.5 godziny i wstałem o 8. Brak utraty wagi początkowo uznaję za przełom w siłach, ale kilka najbliższych godzin pokaże czy jest rewolucja czy kolejny poranny reset. Po pobudce zamiast napisać update zacząłem chwilę grać, aby rozbudzić mózg, ale to było do czasu gdy dostałem wiadomość od Matusza Rovera P.(nazwiska nie przytaczam, bo może sobie by tego nie życzył). Dzięki temu co przeczytałem w wiadomości od niego, wiem że koniec głodówki będzie wtedy kiedy minie 240 godzin a nie wtedy kiedy przyjdzie kolejna chwila zwątpienia. Chętnie bym zacytował to co do mnie napisał, ale jest to zbyt osobista sprawa. Mateuszu jeszcze raz bardzo Ci dziękuję! Dziś mam motywację jak w pełni najedzony człowiek, który wie, że do osiągnięcia celu został mu ostatni krok i chcę poświęcić wszystkie siły aby nie zawieść. No to jedziemy!

21:20 121 godzin za mną, a przed mniej niż 119 :-) Ewentualnie nadal obowiązuje rygor zaczęcia spalania mięśni, wtedy bezwzględnie kończę. Dzień minął dość znośnie, głód jest na niskim poziomie, ludzie męczą rozmowami o jedzeniu, ale już tak bardzo mnie to nie rusza. Choć jak wczoraj słyszałem przez Skypa jak mój brat wcinał szarlotkę to mnie szlak trafiał.

Dziś rano rozmawiałem z moją Mamą(lekarzem, który na co dzień zagląda ludziom w jelita) na temat głodówki. Odnośnie jelit i ich zawartości jest trochę w komentarzu, poza tym skupię się na innych rzeczach. Mycie zębów pastą, nie powinno być szkodliwe, a wręcz powinno pomagać wypłukiwać te toksyny z jamy ustnej i pobudzać do dalszego wydzielania śliny, czyli dalszego oczyszczania. W sumie nie czułem żadnych dolegliwości po umyciu, więc wracam do normalnego mycia zębów z pastą. Druga sprawa picie wody. Przy normalnym jedzeniu zalecane jest picie wody w ilości 1.5 litra, bo reszta dociera w pożywieniu. Ja teraz podczas głodówki piję 1.5 litra wody, ale nic nie jem. Wniosek jest prosty – piję za mało, stąd prawdopodobnie moje bóle mięśni, bo są zwyczajnie zatrute. Do tego krew robi się lepka i może tworzyć zatory. Doradzono mi abym pił co najmniej 2 razy tyle co dotychczas. Dziś realizuję ten plan, zobaczymy czy pomoże :-)  Odnośnie lewatywy i zawartości jelit napiszę później, jak skompletuje informacje.

6 dzień głodówki

Waga: 71kg

8:20 Jakie to wspaniałe uczucie wiedzieć, że jestem bliżej niż dalej:-) Dziś w śnie ponownie coś zjadłem, chyba kanapkę z pasztetem i musiałem wypluwać. Dziwie się, że we śnie pamiętam o swojej głodówce. Nogi nadal mnie bolą mimo picia zwiększonej ilości wody, ale od razu częściej sikam i mocz jest mniej zabarwiony. Dziś też powtórzę picie dużej ilości wody to może jutro już będzie lepiej z mięśniami. Do końca zostało 107.5 godziny.

10:10 Pytano mnie wczoraj o dwie rzeczy. Jedną było coś o tym jak ja mam zamiar wytrzymać do piątku, czy mnie to nie męczy psychicznie. Odpowiedź jest prosta: gdy myślę, że mam wytrzymać do piątku do 20 to momentalnie tracę motywację, wpadam w depresje, koniecznie chcę to zakończyć i coś zjeść. Tak się nie da. Aby wytrwać w tym procesie trzeba zastosować filozofię kaizen(dziś postaram się o tym napisać coś więcej) czyli technikę małych kroków. Nie mówię sobie “wytrzymaj do piątku a będzie super”. Jak jest 8 to ja mówię sobie “wytrzymaj do 10 a będziesz zajebisty”. O 10 gratuluję sobie efektu, sprawdzam jak zmieniają się globalne proporcje godzinowe czyli za mną 134, przede mną 106 godzin. Widzę efekt, a jak widzę efekt zyskuję motywację aby wytrwać kolejne dwie godziny. Tak to działa: małe kroki – małe nagrody, ale ważne żeby budować samozadowolenie z tego co osiągneliśmy . Mówi o tym wiele przysłów polskich, których pewnie znacie więcej ode mnie :-)

Drugie pytanie tyczyło się witamin – “Czy zażywam jakieś witaminy podczas głodówki”. Otóż tak jak pisałem, żyję tylko i wyłącznie o wodzie a mój organizm wyciąga z wewnętrznego magazynu co się da żeby utrzymać moją sprawność. Swoją drogą po tym pytaniu zacząłem się zastanawiać, przecież są dzienne normy dla każdej witaminy, dla magnezu, dla żelaza itp. Ja nic nie zażywam i po 6 dniach nadal odczuwam ból mięśni nóg, a tak poza tym to miałem jeden skurcz mięśniowy przez cały okres, ale żadnych innych efektów chorobowych nie uświadczyłem. Zapewne normy wymienione wyżej warto spełniać, ale i bez nich nie grozi nam załamanie zdrowia, chyba że ktoś przez bardzo długo unika jakiś elementów. Ot takie przemyślenia nie poparte żadną wiedzą :-)

16:11 140 za mną do 100 pozostałych wciąż godzin. Dzisiejszy dzień jest wyjątkowo słaby, ale akurat dużo osób się odezwało podtrzymując moją motywację, za co kolejny raz dziękuję. Na pewno zaraz po pracy pójdę się przespać bo mimo że dobrze spałem w nocy, to jestem wybitnie zmęczony. Zauważyłem, że spadek wagi znacząco zwolnił i cieszę się z tego, bo nie koniecznie chcę schodzić poniżej 67kg. Wiem już na pewno, że kończę w piątek o 20 i od razu zaczynam w pierwszy dzień wyjścia aby przyśpieszyć możliwość jedzenia. Także nałoży się ostatni dzień głodówki z pierwszym dniem wyjścia. Pierwszego dnia i tak się pije tylko świeżo wyciśnięte soki, więc przez 6 godzin(do 2 w nocy) będę sobie spokojnie tankował, a rano zacznę czymś co się da ugryźć :-) Czekam z niecierpliwością!

21:37 Każdy kto mieszka w Kielcach lub bliskich okolicach, wie co tu się dziś działo. Normalna burza przychodzi z jednej strony. Dzisiejsza burza przyszła z czterech(!) stron. Ja szczęśliwie akurat byłem na środku Wietrzni, z której przy normalnych siłach idę 30 minut do domu. Przy moich dzisiejszych zasobach trwało by to z 50 minut. Początkowo widziałem, że pioruny walą tylko ze strony, w którą wcale nie miałem iść, więc spokojnie zawróciłem do domu i idę… ale błąd! Pioruny waliły z na przeciwka, z lewej, prawej no i z tyłu jak wcześniej zauważyłem. I wcale nie w jakichś dużych odległościach. Do tego oberwanie chmury. Momentalnie odzyskałem siły gdy sprawa dotyczyła ratowania swoich 4 liter. Szczęśliwie, że miałem woreczki foliowe(na odchody mojego psa ;-) ), to użyłem ich aby ochronić sprzęt grający i telefon, gdyż miałem 100% pewności, że nie będzie suchego miejsca na mnie gdy dojdę do domu. Praktycznie się nie pomyliłem, gdyż jedyne suche miejsce jak znalazłem miało powierzchnie 1cm2. Znajdowało się ono na spodniach na wysokości pasa od strony ciała. Tak poza tym to wszystkie moje ubrania były cięższe o około 5kg. Normalnie po takiej sytuacji człowiek jedyne na co ma ochotę to na suche ubranie i ciepły posiłek. Ubranie owszem zmieniłem i mimo ogromnej ochoty na cokolwiek co nie jest wodą to udało mi się przetrzymać. Pomogło w tym zaangażowanie w Ninja Blade(trudna ta gra jak cholera, ale uczciwa). Martwi mnie trochę, że od dwóch dni nie mam kontaktu z Rockym i nie wiem jak mu idzie głodówka, ale z pewnością niedługo się odezwie. Tak poza tym dochodzi właśnie 22 więc proporcje ponownie się zmieniają :-) 146 do 94. 7 doba już się zaczęła, a ja muszę przyznać, że po tej burzy czuje się żywszy, ale żeby nawet ciepłej herbaty nie móc się napić to trochę nie fair :-)

23:47 Wreszcie szczęście się uśmiecha. Z powodu swoich mizernych sił martwiłem się jak załatwię sprawę sokowirówki, więc ostatnie dwie godziny poświęciłem na przeszukiwaniu stron supermarketów i ich gazetek aby zlokalizować jakąś. No i jest pięknie! Od czwartku w małym tesco, 10 minut ode mnie będzie dostępny sprzęt Zelmera. Do tego przy okazji będzie w promocji mikser, czyli wszystko co chciałem kupić :-) W piątek w przerwie w pracy idę się zaopatrzyć w całą armię warzyw i owoców, a pierwsze co sobie przygotuję to soczek marchwiowo-bananowy. Na samą myśl to mi się banan na buzi pojawia :-)

Chciałem jeszcze powiedzieć, że dostaję mnóstwo wsparcia od wielu bliższych i troszkę mnie bliskich osób. Niesamowicie to pomaga, natychmiast odrywa od myślenia o demotywujących rzeczach i daje kopiora wytrzymałości. Dziękuje wszystkim!

Tak w ogóle to może troszkę to dramatycznie wygląda, bo w teorii głodówka powinna być łatwa i przyjemna po 3 dniach początkowego zmagania. Niestety w moim wypadku to jakoś nie wypaliło, może gdzieś się potknąłem, może moja budowa jest zbyt mizerna aby móc czerpać siły z wewnętrznych zasobów, a może jeszcze coś innego. W sumie dzienniki osób głodujących, które czytałem, należały do osób w średnim wieku, często mało aktywnych fizycznie z przyzwoitym zapasem tkanki tłuszczowej. Ja natomiast mam 24 lata, jestem dość aktywny fizycznie i mam wagę trochę poniżej normy. Do tego rodzaj ćwiczeń jakie wykonuję regularnie powoduje dodatkową aktywność w jelitach, toteż mało tam się może zgromadzić. Liczę, więc na to, że nastąpi eliminacja tych ukrytych bomb, oraz ogólne oczyszczenie z toksyn ciała, abym mógł budować większą wagę na zdrowej podstawie. Jakkolwiek wnioskuję, że moje parametry nie do końca się kwalifikowały do głodówki bezbolesnej stąd ten dziennik nabiera często dramatycznego wydźwięku :-) 148 godzin za mną!

7 dzień głodówki

Waga 70.7kg

8:11 Waga spada tak niezauważalnie, że muszę skakać po niej po 10 razy żeby nie wpisać, że przytyłem na samej wodzie :-) Dziś śniło mi się, że byłem na urodzinach i już obowiązkowo nakazano mi przerwać głodówkę, a zacząłem pizzą, potem galaretki, tort, ciasta, chipsy… czego to ja nie jadłem :-) Tak przy okazji, gdy ostatnio byłem na spacerze w piątek, dowiedziałem się, że w niedziele miał być koniec świata. Jednak zupełnie wyleciało mi to z głowy, więc koniec świata znowu się nie odbył. Wybaczcie gapiostwo :-) I moja ulubiona część : 156 godzin za mną, przed 84.

12:11 2/3 za mną :-) Jednak siły nadal na strasznie niskim poziomie, choć bóle mięśni jakby się zmniejszyły. Może przydałaby się kolejna burza. Jednak dziś zamiast burzy mam spotkanie, więc na pewno doda sił. Póki co pracuję nie ruszając się z miejsca(normalnie co 30 minut muszę wstać po coś do jedzenia, albo po prostu się wiercić po domu). 160 za, 80 godzin do pierwszego soczku.

19:47 Właśnie kończy się 7 doba. 72 godziny do końca. Mimo, że mięśnie jakby bolą wiele mniej to głównym problemem jest siła. Każdego dnia muszę uciąć 2-3 drzemki w ciągu dnia, co i tak nie wiele pomaga. Mimo iż nie planowałem tego to mój przypadkowy start głodówki o godzinie 20 był wspaniałym pomysłem. Dzięki temu gdy przychodzi 20 to zaczynam się cieszyć, że zmniejszyła się ilość dnia do końca, jednocześnie wieczorne godziny zawsze jakoś szybko mijają. Potem jest sen i gdy się budzę jestem już w połowie kolejnej doby, więc system wyszedł genialnie. Powtórnie jednak wygląda jak męczarnia podczas gdy normalna głodówka powinna być spacerkiem z dodatkową walką z przyzwyczajeniami do otwierania lodówki, wchodzenia do sklepu, brania dwóch lizaków na każdy spacer i picia wieczornego cappuccino przeglądając skrzynkę mailową.

8 dzień głodówki

Waga 70.3kg

7:51 Wczoraj nie czułem się najlepiej toteż nic już nie napisałem. Ostatnie 3 godziny wieczoru spędziłem na analizie czego ja naprawdę chcę i wyszło, że na  pewno nie sokowirówki. To co mnie interesuje zwie się blenderem i dziś idę się w niego zaopatrzyć. Do tego zapoznałem się z mnóstwem przepisów na naleśniki oraz rozplanowałem zakupy na każdy dzień, aby już uzupełniać puste szafki i lodówkę. Kiedy rozmawiam z ludźmi wydaje mi się, że są bardziej w mojej głodówce niż ja, przez co aż mi głupio, ale ja po prostu już chyba się znieczuliłem i wegetuję do piątku :-) Tak naprawdę to bardzo miłe i jestem pod wrażeniem wrażliwości tych wszystkich wspaniałych ludzi. Wczoraj dołowało mnie to, że jeszcze więcej niż dwie doby, ale teraz jak wstałem to sama myśl o tym, że zostało już mniej niż 60 godzin niesamowicie mnie cieszy. Mimo kiepskiej nocy(dużo budzenia) mam w sobie mnóstwo energii wewnętrznej, co nie przekłada się na siłę mięśni, ale i tak pomaga. Przy okazji Rocky się odezwał i przynajmniej wiem co się z nim dzieje – musiał przerwać operację z powodów zdrowotnych co i tak się dobrze złożyło bo czeka go nieoczekiwany wyjazd za granicę. Zostałem sam, ale i tak jestem bardzo wdzięczny za przebycie ze mną najtrudniejszego okresu pierwszych dni głodówki:-)

10:00 Jeszcze co do reakcji ludzi. Wczoraj postanowiłem poinformować szefa, że jestem na głodówce od tygodnia, przez co mam paskudny nastrój i łatwo się irytuję, za co go z góry przeprosiłem i prosiłem o wyrozumiałość. Reakcja szefa: “no dobra…”. Druga reakcja to znajomek piszący do mnie na gg : “Siema. <jabłko>”. Nie wygląda to jakoś dziwnie, ale po 7 dniach takie żarty nie przechodzą i wie o tym każda głodująca osoba, która przechodzi to w sposób tak uciążliwy jak mi się przytrafiło. Rozmowę zamknąłem bez słowa, za co nie przepraszam. Jestem trochę rozsierdzony głodem, dlatego jakoś tak sobie ponarzekałem w tym akapicie, ale już tylko 58 godzin. Jedziemy!

16:00 Jeszcze 52 godziny do końca. Miałem dobry plan, żeby wziąć sobie urlop na dwa ostatnie dni, ale jakimś cudem się nie udało. W takim razie wziąłem sobie 3 dni od poniedziałku, więc będę spokojnie spożywał moje nowe siły przez 5 dni. Będę pichcił codziennie :-P Zaraz spacer z psem, a potem po blender i spać, a rano zostanie już tylko 1.5 dnia :-D

22:47 Dziś przed spacerem miałem delikatne zawroty głowy, ale naprawdę lekkie, na dworze od razu mi przeszło,  choć nogi były bardziej miękkie jakby. Jednak jak wyszedłem o 16.50 z domu tak dopiero sobie teraz siadłem, więc wytrzymałem dość długo. Jestem ogromnie zadowolony z zakupów. Zdobyłem wszystkie składniki do naleśników na poniedziałek, wszystko do mojej pierwszej sałatki, którą będę szykował w sobotę, składniki do ciast(karpatka, waniliowy krem do tortu), różne musli, oraz wreszcie kupiłem sobie porządny otwieracz do konserw, bo poprzedni był bardziej plastikowy niż stalowy(ile ja nerwów na nim zjadłem). No i najważniejszy zakup miesiąca – blender. Z niego jestem najbardziej zadowolony! Kupiłem Blender Philips HR1366 za 179zł. Ciesze się bo w zestawie ma litrowy dzbanek wraz ze szczelną pokrywką, duży rozdrabniacz, moc 600W, która bankowo mi wystarczy. Najbardziej radują mnie te dodatkowe akcesoria bo bardzo mi się przydadzą w codziennym pichceniu. Mikser jest mi zbędny:-) Tylko czekać teraz na przepisy od Świra, gdzie blender będzie nadmiernie często wymieniany :-D. Poza tym zaraz idę się umyć i hop do łóżka, a jak wstanę to będzie za mną już 204 godziny! Jutro zakupy owocowo warzywne :-)

9 dzień głodówki

Waga: 69.8kg

7:47 Przy takiej ilości wody jaką wypijam naturalne, że trzeba wstać w nocy na siku i to w sumie jedyna pobudka jaką odbywam przez większość nocy podczas głodówki, tak jak i dziś. Jestem zadowolony, za mną 204 godziny, a 100 godzin temu byłem gotów zakończyć to. Zresztą codziennie kilkanaście razy dziennie mam ochotę to zakończyć. W plecaku noszę dwa małe czerwone lizaczki na wypadek gdyby trzeba było kogoś poczęstować :-) lub zrezygnowałbym z ważnych powodów np. padnięcia twarzą do ziemi, czy potrzeby wykazania się w ekstremalnej sytuacji. 36 godzin do końca, myślę, że tyle to już każdy by wytrzymał :-) w nie małym cierpieniu, ale by się udało. No to biorę się za robotę i pozdrawiam wszystkich, którzy mnie wspierają!

11:42 Nieco ponad 32 godziny jeszcze. Tak naprawdę wiele rzeczy w tej głodówce nie poszło tak jak podobno miało iść. Kolejną z takich rzeczy jest głód. Praktycznie co chwila się pojawia, albo burczy, albo ssie lub też takie pseudo skurcze mnie łapią. Co prawda jak się człowiek zagada to głód schodzi na dalszy plan, ale czy nie jest tak też przy normalnym odżywianiu? Ja już nie pamiętam :-)

16:23 Za parę minut kończę pracę. Jestem strasznie śpiący bo nie zrobiłem drzemki w ciągu dnia. Trzeba będzie teraz pospać. Mam do zrobienia spacer z psem oraz zakupy owocowo warzywne. Nie wiem czego mi zabraknie dziś : czasu czy sił, ale jestem dobrej myśli, że nie będę spał za długo :-) 27.5 godziny do końca, 212.5 za mną!

20:21 Byłem na zakupach. Szedłem tam tak słaby i głodny, a wróciłem obładowany plecakiem, torbą sportową i jeszcze dwoma siatkami i szedłem pewnym krokiem. Niesamowite jak pozytywnie działa na mój głód patrzenie na te wszystkie rzeczy i planowanie jak ja je wszystkie pochłonę :-) Kupiłem mój upragniony kalafior i on pierwszy idzie pod młotek w sobotę rano. Z owoców kupiłem banany, brzoskwinie, kiwi, winogrona i pomarańcze. Mam również oliwki do mojej sałatki. Kefiry na najbliższe śniadania, szynkę na “za parę dni” zapiekanki i w ogóle mnóstwo dziwnych rzeczy. Teraz czas na walkę pojemność żołądka kontra ilość pomysłów. Naleśniki już w poniedziałek, ale się cieszę! 23.5 godziny do końca. Pogram w coś, szybciej zejdzie :-)

10 dzień głodówki

1:26 Nie mogę spać. Nie jestem głodny, jestem pełen energii wewnętrznej i obolałych mięśni. Przed snem spędziłem półtorej godziny w wannie pełnej gorącej wody czytając CD-ACTION, a potem położyłem się o 0:30 i już od godziny nie mogę spać. Jestem strasznie podniecony, ale już nie tyle jedzeniem co mnogością planów jakie chcę zrealizować. Jestem tak zajarany, że już dłużej nie mogłem uleżeć w łóżku i zaraz po tym wpisie zabieram się za organizację niektórych z tych przedsięwzięć. Czuję się jakby moje życie miało eksplodować na tysiącem małych i większych szczęść! Rano mogę być nie wyspany, ale jeśli utrzyma się ten poziom podniecenia to nie straszne mi nic :-) Jedzenie tylko dodaje temu wszystkiemu kolorytu. No dobra dość biadolenia, do roboty, a rano sprawdzę ostatni spadek wagi :-)

Waga 69kg

7:32 Obudziłem się sam minutę przed budzikiem, ale na wszelki wypadek nie wstawałem, bo nie byłem pewny czy obudziłem się na siku czy już było dość snu(a innych zegarków niż w komórce i komputerze nie mam). Swoją nocną aktywność zakończyłem o 3:02, porobiłem parę rzeczy i od razu zasnąłem – są efekty, jest uśmiech :-) Nadal jestem pełen werwy. Głodu brak. Te 12 godzin poleci chyba szybciej niż myślałem, bo według badań brainiaca :-P gdy człowiek jest w dobrym nastroju to czas ucieka mu 20% szybciej niż normalnie, odwrotnie jest w złym humorze – 20% wolniej. Teraz na cyferki: moje ostatnie pożywienie jakim była kasza jęczmienna z ketchupem(który dodałem wbrew zasadą, ale już miałem dość mdłych smaków) jadałem 224 godziny temu, a papkę marchewkowo-bananową zjem już za 12 godzin :-)

9:35 Taka szybka uwaga. Na głodówce jak na kacu – cały czas jest sucho w ustach. Kilka minut i brakuje śliny, a weź jeszcze opuść dom bez butelki wody. Dlatego pić trzeba naprawdę dużo :-)

15:23 Intensywny dzień w pracy. Nie ma nawet czasu na mały wpis. Głód się nasila trochę, ale teraz to już nie ma znaczenia, byle starczyło mi sił na spacer z psem. Potem już siedzę w domu i szykuje wszystko co potrzebne. Zostało jeszcze 4.5 godziny. Ludzie często dłużej siedzą w pracy bez jedzenia. Ciekaw jestem czy będzie magiczny skok sił wraz z pierwszym gryzem. Zresztą już niedługo się dowiem :-)

19:04 Spacer z psem mam za sobą. Właśnie wybieram sobie pizze, których i tak dziś nie zamówię, ale już trenuję :-P Następny wpis wykonam jakoś później, bo teraz będę się szykował, potem jadł moje papki, a następnie szykował sałatkę na jutro. Muszę jeść powoli bo jeszcze sobie krzywdę zrobię. No nic przyszykuje psu, żeby mieć go z głowy, przemyje naczynia, oskrobę marchewki, obiorę banana, pokroję i będę czekał z odpaleniem blendera :-) Druga porcja będzie podobna tylko, że z kiwi lub brzoskwinią :-) Potem zrelacjonuję. Strasznie się cieszę, już tylko 50 minut!

1 dzień po

22:13 Na początku w kwestii wyjaśnienia, 1 dzień wyjścia zaczyna się u mnie w ten sam dzień co ostatni dzień głodówki. Głodówka zakończyła się w piątek o 20. I wtedy też zaczął się pierwszy dzień, który trwa dopóki nie wstanę następnego ranka, czyli krótko :-) Dobra teraz jazda o tym jak to było.

Przed 20 miałem już wszystko przygotowane: wszystkie składniki do sałatki wyłożone na blat, a obok pudełeczko pokrojonych 1 banana i 3 marchewek. 19:52 zacząłem bawić się blenderem. Okazało się, że papka wyszła taka jak chciałem – jednolita, bez żadnych kawałków poza wiórkami marchewkowymi. 19:58 papka gotowa, trzeba czekać. Zacząłem nerwowo czytać CD-ACTION, ale po pół minuty rzuciłem i obserwowałem zegarek. Łyżka już nabrana tylko czekam aż pokaże się 20:00… i czekam… i patrzę. Dobra JEST! Łyżka do buzi i pierwsze wrażenie: mmmmm. Druga łyżka: to jest obrzydliwe. No i pierwszy falstart.  No nic, myślę: za dużo marchewek to dołożę jabłko. Kroje, wrzucam, blender, próbuję… “a idź w cholerę”. Przychodzi Tomek, mówię mu jaki chłam na start sobie przygotowałem i, że nie zjem tego. On próbuje i mówi, że dobra sałatka marchewkowo-jabłkowa tylko banan psuje smak. Oddałem mu całą mieszankę wcześnie dosładzając dwoma łyżkami cukru. Dobra, czas przesunąć się do drugiego dania – ogórki. Otwieram słoik i gryzę ogórka… drugi falstart! Ogórki konserwowe to nie ogórki kiszone(śmiejcie się:-D ja się wreszcie nauczę na pamięć). Ostatecznie ten ogórek nie był taki zły, zjadłem go bez problemu tylko zawiodłem się, bo byłem strasznie napalony na kiszone. Czas na banana, jadłem go na 3 razy, w między czasie zaczęło mi się powoli kręcić w głowie(zresztą do tej pory mi się kręci, ale to takie kręcenie “padam na mordę”). Po bananie wypiłem herbatę, którą miałem gotową jeszcze przed 20. Oczywiście wyszła przesłodzona… no cóż. Pijąc powoli, dobrałem się do składników sałatki, mianowicie zielone oliwki. Tu wreszcie niebo w gębie. Zjadłem po kolei z 5 oliwek ciesząc się z każdej jak z czekoladki. Zaraz przypomniałem sobie o winogronach w lodówce, więc płukanko i mieszanka – raz oliwka raz winogrono :-) Jadłem powoli, ale wciąż było mi mało, więc wyciągam musli crunchy z szafki. Kolejny majstersztyk. Zajadałem się na zmianę wszystkimi trzema, w między czasie zjadając drugiego ogórka, aby ostatecznie potwierdzić, że to nie to co chciałem.

Dobra czas wziąć się za sałatkę. Duży garnek i sypię: puszka kukurydzy, puszka groszku, puszka czerwonej fasoli, pół słoika krojonych pieczarek, pół słoika selera, dwie torebki ryżu, jakaś jedna trzecia słoika oliwek(pokroiłem je wcześniej), puszka tuńczyka, pół słoika majonezu Kieleckiego. Do tego pieprz, trochę sypkiego czosnku i słodkiej papryki. Oczywiście zacząłem mieszać łyżką do zupy(zapanował śmiech w kuchni). Zreflektowałem się szybko i wyjąłem większy sprzęt. Wymieszane. Próba smaku- trochę mdła. Więc dokładam połowę majonezu, który został, do tego sól, pieprz, czosnek i papryka do dna. Mieszanie, próba. WOW! Sukces, takiego smaku właśnie oczekiwałem! Podjadłem trochę, a następnie zapakowałem do dwóch 1.5 litrowych mis. Starczy mi na pewien czas :-)

Ogólnie zrobiłem straszną mieszankę w żołądku, ale siły odzyskałem momentalnie we wszystkich kończynach. Zraziłem się za to blendera- nie można tak mieszać co popadnie, a na pewno nie będę mieszał marchewek, bo je toleruje tylko w Kubusiu i jako warzywo w jednym kawałku. Jutro spróbuję zmieszać może kiwi z bananem. Mam nadzieje, że nie będzie takiej tragedii. Ogromne podziękowania ślę do Tomka, za to że był ze mną przy tym dziwnym początku i nie pozwolił zmarnować się mojemu wynalazkowi. Nagadaliśmy się chyba za dwa miesiące:-) Liczyłem, że będę miał tyle sił, że będę pracował do 3 w nocy, albo chociaż pogram, ale organizm wyraźnie domaga się wreszcie najedzonego wypoczynku. Biorę więc psa szybko na dwór a potem hop do łóżka, bo od rana zabawa z zupą i kalafiorem :-)

2 dzień po

Waga: 69.3kg

9:25 Wczoraj, po wpisie, pierwszy raz od około 9 dni zbiegłem po schodach. Niesamowite uczucie! W nocy wyjątkowo dwa razy wstawałem na siku, musiałem na kolacje jakoś dużo płynów pochłonąć, choć piłem tylko herbatę i kilka łyków wody. Pewnie reszta poszła w owocach. Przez większość głodówki miałem około 20% sił(głównie chodziło o nogi, potem stopniowo przeszło na ręce). Jeśli ludzie starsi, Ci koło 80 roku życia, mają właśnie tyle sił to całkowicie rozumiem ich prędkość i ogólny spokój w ruchach. Wczoraj po jedzeniu czułem się gdzieś na 60% i było na prawdę super. Dziś  rano nie dość, że spałem 9 godzin to, wstałem ponownie słaby, ale nie aż tak, dajmy na to 40%, ale na schodach czułem różnicę i potrzebę ostrożności. 10 pompek zrobiłem na luzie, choć nadal najbardziej przeszkadzają mi nogi.

Śniadanie. Zacząłem od brzoskwini i kilku winogron. Brzoskwinka pyszna, ale pod koniec miałem jej dość. Następny w kolejności był 400g jogurt(uzupełniałem bakterie) przegryzany co łyk musli. Wspaniały, chciałem, żeby się w ogóle nie kończył. Na koniec nałożyłem sobie sałatkę, ale zacząłem jeść ją tak powoli, że sobie odpuściłem, bo nie wiem czy już mi jej się odechciało czy to raczej napełnienie żołądka. Bo muszę powiedzieć, że czuję jakieś zaburzenie uczucia głodu póki co. Wziąłem więc moje cappuccino, słodzone tylko pół łyżeczki i siadłem na fotelu pisząc ten update. Teraz chwilę pogram aby mi się ułożyło wszystko. Jedno jest już pewne – nie jestem w stanie słodzić tyle co wcześniej, bo nawet te pół łyżeczki to bardzo dużo. Kalafior będzie musiał poczekać na popołudnie, ale dziś zostanie spożyty, niech no tylko zgłodnieję :-)

17:35 Wreszcie się żyje! Pograłem 40 minut, a potem wziąłem się za posprzątanie całego tego burdelu, do którego nie miałem siły się schylić przez 10 dni. Również zarost wreszcie zniknął, a potem i ja :-) Poszedłem sobie z psem na kilka godzin do Tomka. Jak pięknie jest wreszcie mieć siłę na tak podstawowe potrzeby jak przejście 2.5km piechotą :-) Nie spodziewałem się, że w mniej niż 24 godziny spożyję czekoladę, ale stało się. Najpierw okienko kasztanka z Wawelu. Wspaniale smakowało, czułem je całą powierzchnią języka i podniebienia. Następnie Milka bakaliowa, którą przyniosłem w gości – kolejne cudo. Potem zostałem poczęstowany prawdziwymi ogórkami kiszonymi(od razu poszły 3) oraz dostałem słoik ogórków dla siebie. Tomek to dla mnie mistrz kuchni jeśli chodzi o moją, męską kategorię wiekową. Dlatego gdy zaproponował spaghetti nawet nie oponowałem. Do tego w sosie pieczarkowym z mięsem mielonym i chilli. Pierwszy ciepły posiłek, w dodatku nie potrafię opisać jak mi bardzo smakował. Spełnienie marzeń.

Teraz już wróciłem do domu, wykończyłem sałatkę z rana i zajadam się winogronami. Zaraz czeka mnie eksperyment z łączeniem kiwi i banana, a kalafior przesuwam na późniejszy wieczór.

Tak sobie myślę, że ten dziennik wyjścia szybko traci sens wskazówek co należy jeść po głodówce, a zamienia się w raport jak bardzo zróżnicowałem swoją dietę, oraz jakie proporcje zielonej żywności w niej zawieram. To nic, może kogoś to zawiedzie, na pewno nie mnie, bo to jest to na czekałem jeszcze w okresie przed głodówkowym. Można by zapytać co mi w takim razie dała głodówka. Otóż bardzo dużo. Jedna z ważniejszych rzeczy to ta kucharska żyłka, czuję ciągłą potrzebę dowiadywania się jak przyrządzać te wszystkie proste dania, czyli co zawsze omijałem szerokim łukiem. Sam się dziwię jak bardzo to we mnie narosło. Druga sprawa to dużo więcej cierpliwości, oraz spokój podczas szykowania posiłku, a tu też zawsze miałem problemy. Kolejna ważniejsza rzecz, to szacunek do swojego ciała. To, że boli mnie biodro i ciężej mi się idzie nic nie znaczy, ponieważ moje ciało ma siłę żeby przemieścić tą nogę i dotrzeć do celu może wolniej, ale dotrę. Dlatego zależy mi aby utrzymać tę sprawność i zgodnie z obietnicą zwiększam udział zielonej żywności w codziennym odżywianiu. Muszę dodać, że po głodówce jest to zdecydowanie łatwiejsze niż przed. Okazuje się, że wiele człowiekowi nie jest potrzebne aby osiągnąć to co chcę – potrzeba tylko siły aby wykonywać te wszystkie ruchy przybliżające nas do celu. Tą siłę właśnie dostajemy traktując nasze ciało z szacunkiem. Od razu taka ciekawostka – sok z buraków ćwikłowych zwiększa wytrzymałość człowieka o 16%. Obiecuję o tym napisać, jak tylko opracuję rozsądny sposób spożywania takiego soku.

Najbardziej przez całą głodówkę brakowało mi tego, aby ktoś choć jeden dzień mnie wyręczył i zabrał tego psa na spacer. Kiedy nogi są tak słabe, że uginają się przy zejściu ze schodów to przejście 5km spaceru naprawdę nie jest prostym zadaniem. Dzięki temu jednak mam ostateczny dowód na istnienie siły woli, bo jest to jedyne czego jesteś w stanie użyć kiedy widzisz przed sobą te cztery stopnie i doskonale wiesz, że nogi Ci padną, albo zejdziesz na czworaka(tak miałem po tych spacerach, a schodzenie jest trudniejsze niż wchodzenie). I tak jak Jiraya z Naruto był w stanie przywrócić się na chwilę do życia, tak każdy z nas jest w stanie siłą woli wstrzyknąć magiczną siłę w każdą część ciała. Dlatego właśnie mówi się, że najlepsze efekty ćwiczeń osiągasz nie tylko kiedy ćwiczysz, ale kiedy jednocześnie myślisz o tym co dokładnie robi Twoje ciało, który mięsień się kurczy, a który zaraz będzie się rozciągał, aby innym mógł przejąć kontrolę.

Dziennik będę prowadził do piątego dnia, gdyż moje tępo wyjścia jest doprawdy zabójcze, ale cóż, taki przywilej mojego wieku :-) Idę mieszać.

23:10 Mix banan-kiwi wyszedł naprawdę smacznie, ale muszę zacząć eksperymentować z mlekiem czy jogurtem bo to ma zadatki na dobry owocowy koktajl :-) Ogólnie cały czas się zapycham od przeszło doby, a nic poza siku ze mnie nie wychodzi. Nie piszę tego bez celu, tylko dlatego, że wygląda jakby wszystko było gdzieś wchłaniane, co przecież jest naturalną niemożliwością. Chyba, że naprawdę sobie braków narobiłem tą głodówką. No nic, poczekamy jeszcze dobę, w końcu coś musi się pokazać.

Kalafiora nie udało mi się jeszcze przygotować, z prostego powodu – bo cały czas jem coś innego. A to sałatka, a to wafle ryżowe, a to kaszka manna(mniam!), 400g kefir truskawkowy też zniknął. Mam już pewien plan jak się przechytrzyć :-P Rano zjem dwa owoce + kefir + ewentualnie trochę sałatki i szybko pójdę na zakupy. Tam minie trochę czasu i na pewno zgłodnieję. Czas jest istotny z tego powodu, żeby nie jeść kalafiora z samego rana – po prostu tego nie widzę póki cały się nie rozbudzę. Kiedy człowiek jest najedzony i pełen sił to jest w stanie z uśmiechem wspominać okres głodówki. Kto był, ten wie :-)

3 dzień po

11:40 Gdy ważyłem się po 30 godzinach od zakończenia głodówki ważyłem 73kg, czyli 4kg więcej! Wiedziałem, że to już jest przesada. Brzuch miałem już wypukły na całej długości. Na szczęście dziś rano zaczęły się bóle w dolnej części brzucha, więc wystarczyło tylko dopomóc- kilka przysiadów, skłonów, biegi w miejscu i skoki. Pomogło, waga spadła do 72.5kg, a ja mogłem zająć się przygotowaniem śniadania. Teraz już chyba cykl jelitowy będzie przebiegał sprawnie :-)

Dziś zacząłem od przepisu:

  • 3 banany(pokroić na kawałki)
  • 2 szklanki mleka
  • 4 łyżeczki cukru
  • łyżeczka cukru wanilinowego

Wszystko do blendera. To urządzenie jest naprawdę magiczne – 5 sekund było potrzebne aby składniki były wymieszane. To za sprawą tego że blender zasysa swoim ostrzem wszystko. Na wszelki wypadek pomieszałem trochę dłużej. Efekt : 0.7 litra pysznego bananowego koktajlu. Dla niektórych może być za słodkie dlatego polecam obciąć ilość cukru :-)

Następnie poszły wafle ryżowe z czekoladą i porcja sałatki. Wreszcie czuję się najedzony nie tylko cieleśnie, ale i psychicznie:-)

4 dzień po

7: 34 Miałem pisać jak wczoraj sobie przygotowałem pierwszy obiad, z którego pierwszy raz byłem dumny, zajmę się jednak czymś innym. Mianowicie zakłóceniem łaknienia. W ciągu 2 dni byłem w stanie zjeść tyle, aby ważyć więcej niż przed wejściem w głodówkę, mianowicie wczoraj po powrocie z naprawdę soczystego grilla ważyłem 76.5kg. Nawet jeśli przez te 50 godzin przyswoiłem z kg jedzenia, oznacza to, że całe 6kg pożywienia mam w bebechach. Jestem zapchany od wejścia żołądka aż po koniec jelit i umówmy się – to nie jest zdrowe. Być może właśnie przed takimi zaburzeniami miało chronić powolne wychodzenie z głodówki na gołych sokach i kilku owocach. Wszystko ok gdybym ja chciał się odchudzać i utrzymać wagę, ale gdy ja planowałem przytyć to efekt jojo działa idealnie. No prawie… bo póki co cały czas wszystko siedzi w przewodzie pokarmowym. Najgorsze, że jeść chce się cały czas(Rocky ma identyczny problem po 4 dniach głodowania). Trzeba świadomie podejść do tego bo naturalne bariery padły. Dziś muszę się pilnować bo zrobię sobie krzywdę.

5 dzień po

Chyba trochę paniki zasiałem z tym zakłóceniem łaknienia. Fakt, jeść się chce cały czas, ale tak naprawdę po prostu w przyśpieszonym tempie organizm magazynował co się tylko dało. W ten sposób ważę już 78kg i myślę, że będę nadal szybko przybierał na wadze. Dlatego muszę wykorzystać ten czas i zacząć intensywnie ćwiczyć aby rozprowadzić wagę w odpowiednie miejsca ciała. Obiecuję napisać, którego dnia osiągnę swoją założoną granicę.

Dziś jestem po dwóch nowych przepisach: szejk waniliowy(szklanka lodów, 1/4 szklanki śmietany, 3/4 szklanki mleka, blender) i naleśniki. O ile szejk naprawdę się udał o tyle na naleśnikach poległem przy patelni. Ciasto było dobre, ale smażenie porażka. Dopiero ostatni naleśnik, którego grubo podlałem, był nierozerwany:-) Cóż trzeba jeszcze popraktykować.

Następny update wykonam gdy osiągnę 85kg. Jak dotąd moje założenie przybrania wagi jest realizowane idealnie :-)